13

12_2014

Był dzień powszedni, upał i kurz unoszący się z szosy.
Siedziałyśmy pod sklepem i jadłyśmy lody. Nic się nie działo. Patrzyłyśmy, kto jedzie drogą. Sklepowa z naprzeciwka też. Stała w progu i paliła papierosa. Przejechała fura siana, jakiś motor, kilka aut.
Na skrzypiącym składaku podjechał pan Gienio. Wziął najtańsze, mocne piwo na zeszyt i usiadł obok nas. Nie chciał zdjęcia – „Bo ja jestem jak samotny, leśny kwiat. Żona mnie zostawiła, dzieci wyjechały i siedzę w chałupie sam, tam, het, za polami. Tyle co tu rowerkiem przyjadę, żeby na ludzi popatrzeć”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>