Archiwa tagu: nie chodzi o zdjęcia

1

1_2013

„Zamęście to nie jest żaden smak” –  wyszła za mąż, gdy miała 19 lat. Poznała go na zabawie. Przyjęła zaręczyny, bo dobrze tańczył. Ma pięcioro dzieci, piętnaścioro wnucząt i czternaścioro prawnucząt.
„To moje jedyne szczęście w życiu. Mówili mi: a przecież z miłości poszłaś za mąż. Ale od miłości niedaleko jest do nienawiści”.

41

32_2012

Gospodarz od rana krzątał się w chlewie i w stodole. Na drzwiach wisiał bukiecik z kłosów – co roku, po żniwach, wiesza nowy, na szczęście. Mruknął, że pora na śniadanie. Jego żona skończyła doić krowy, weszła do komórki, wzięła duży kosz i motykę i ruszyła w stronę furtki.
„Gdzie pani idzie?” – zapytałam zdziwiona.
„Kartofli nakopać” – odpowiedziała szybko.
Było w pół do siódmej rano, gospodyni kopała, schylona wpół, a ja wybierałam ziemniaki, otrzepywałam z ziemi i wrzucałam do koszyka. Potem razem obierałyśmy i tarłyśmy na placki to, co zebrałyśmy. Dodałyśmy dymkę wyrwaną z ogrodu za domem, śmietana ze świeżego, schłodzonego mleka zdążyła się ściąć. Gospodyni opowiadała o swoim synu, który mieszka w mieście i jest kawalerem, a ja jej opowiadałam o podróży. Spojrzała na mnie badawczo znad patelni i powiedziała: „A czego ty tak w świecie szukasz? Czemu za mąż nie idziesz? Mnie by się przydała taka synowa”.

29

24_2012

Obok nieczynnej świetlicy jest nieczynny sklep. Są też nieczynne skupy mleka, nieczynne szkoły, nieczynne punkty biblioteczne. Dobrze mają się tylko ochotnicze straże pożarne.
Podszedł do nas starszy pan i zapytał, czym handlujemy, bo sądził, że prowadzimy obwoźny sklep. Pytamy, co potrzeba. „Bateryjkę do budzika” – odpowiada, a ja sprawdzam i okazuje się, że mam taką, pasującą.
Dostałyśmy w zamian ze trzy kilogramy kartofli

20

17_2012

„Ohoho! Gdzie ty tu zajechałaś! Tu do diabła i do fotografa daleko” – mówi mężczyzna z siwym wąsem. Opowiadam, że jadę wzdłuż granicy, że zdjęcia są za darmo, a on na mnie patrzy i mówi: „Mnie nic nie musisz tłumaczyć. Tego, czego tu szukasz, za pieniądze byś nie znalazła. I dobrze, że tak jeździsz”.
W młodości miał własną ciemnię, był kinooperatorem – „Krzyżaków” widział 500 razy, bo jeździł po wioskach z obwoźnym kinem. Rozwieszali płachtę na domu i wszyscy schodzili się na oglądanie, cała wieś. Kiedyś w ogóle było weselej – w żniwa chłop za chłopem szedł z kosą, kobiety w białych bluzkach i białych chustach. Wszyscy śpiewali, a wieczorem jeszcze mieli siłę iść na zabawę.
Zdjęcie zrobiłam przed domem. Na drogę dostałam bigos i ogórki.