Archiwa tagu: portret od ślubu

80

41_2015

„To już po ślubie, wesele było i zrobili zdjęcie dla nas.  To było w 1948 roku, już mało kto żyje. My ślub brali na zachodzie, w Giżycku. Wyjechaliśmy na roboty, żeby coś zarobić. I my się zakochali. Znaleźli cerkiew i batiuszku, a w majątku rządca zrobił nam wesele. Jeszcze się świece nie dopaliły, a mąż powiózł do moich rodziców obrączki, aby wiedzieli, że my ślub wzięli.
Dwa lata tam byłam. Brali na zachód, kto chciał, to jechał. Chciałam pieniędzy zarobić, jakoś się ubrać, a tu po wojnie nic nie było. A tam po miesiącu miałam sukienkę, pantofle – jak jakaś pani. Cała młodzież tam była wtedy”.

AGA_5039

33_2014

Pani Tamara urodziła się w 1946 roku. Jej rodzice zostali przesiedleni pod Szczecin, gdy miała roczek. Wrócili tutaj niedługo potem.
„A gdzieś mam zdjęcie rodziców. Tam chyba wisi w tej szopce, co ją do rozbiórki szykujemy. Nie wiem nawet, trzeba pójść zobaczyć”.
Idziemy. Drzwi ledwie się otwierają, dach jest zarwany, podłoga też, rozbiórka częściowo już się zaczęła. Na ścianie, pod warstwą kurzu i pajęczyn, wisiał ślubny portret. Zachwyciłam się nim głośno, pani Tamara zdjęła go ze ściany i odczyściła w domu.
„Ma pani rację, że to ładne jest. Męża poproszę, aby tutaj nad wersalką na ścianie przybił, bo to rzeczywiście pamiątka”.

33

33_2013

Ma na imię Helena, ale naprawdę Olena, bo jest Ukrainką. Była na robotach w Niemczech, u bauera. Tam wzięła ślub – z Polakiem, który też był na robotach. Gdy wracali po wojnie, mąż zostawił ją w lesie przed wioską, aby rodzicom najpierw powiedzieć, że wraca żonaty. Ale rodzice nie żyli, a cała wioska była spalona. Nie mieli nic, ani nikogo.
Portret zamówili ponad 10 lat po ślubie. Był malowany ze zdjęć, które wykonano im obojgu podczas robót w Niemczech.

2

2_2013

Fotografowałam wszystkie dzieci ze wsi. Dla najmłodszego z nich było to pierwsze, własne, papierowe zdjęcie w życiu.
Gospodyni zastawiła stół resztkami po niedzielnym obiedzie – był rosół, pierogi, ciasto. Zza płotu wyjrzała sąsiadka – „A mnie by pani też zdjęła?”.
Zaprosiła do domu, pokazała robione samodzielnie narzuty oraz święte obrazki i ślubny portret, którego nie lubi – „bo tak mnie namalował, że wcale siebie nie widzę”.

2

2_2012

Często pytam, czy był tu kiedyś wcześniej wędrowny fotograf. Niemal zawsze w odpowiedzi słyszę o portrecie ślubnym zamawianym u obwoźnego sprzedawcy, malowanym ze zdjęć legitymacyjnych i przysyłanym pocztą. Takie zdjęcia (z lat 50.–60.) są w prawie każdym domu. Portret najczęściej wisi nad łóżkiem, aby przynosić szczęście w małżeństwie.