Archiwa tagu: Warmia i Mazury

AGA_2192

11_2_2015

- Jak wczoraj wieczorem pokazywałem pani fotografie, to była też ta moich sąsiadów z Lublińca, co mi ją wysłali na pamiątkę już po przesiedleniu.
– Była, pamiętam, nawet jej zdjęcie robiłam.
– A czasem go pani nie zabrała przez omyłkę? Szukam i nie ma.
(Przestraszyłam się)
– A sprawdzał pan w tej puszce po cygarach?
– Sprawdzałem, nie ma.
– A w modlitewniku? Bo wyjmował pan część zdjęć z puszki, a kilka też z modlitewnika. I to chyba właśnie też.
(Zamyślił się)
– A racja, racja… Tak! Tam musi być. Ja panią bardzo przepraszam. Lubię na nie popatrzeć i przykro by było, gdyby zginęło.

AGA_1909

1_2_2015

„Przyjeżdżają do nas wycieczki – Niemcy, Skandynawowie, nawet Japończycy byli. Niech mi pani powie, gdzie w Polsce pani na wsi spotka Murzyna? A do nas i tacy na wycieczki przyjeżdżają, aby prawdziwe wiejskie życie zobaczyć. Bo to teraz jest egzotyka!
Jak Niemcy przyjeżdżają, to się wzruszają, ale nie tym, że to kiedyś było ich, ale tym, że przypominają sobie jak wieś wygląda. Bo u nich to już tylko autostrady, fermy, fabryki, wsi takiej, o, nie ma”.

28

14_2015

„Na ślub dostaliśmy od mojej matki poniemiecką porcelanę, którą ona wykopała gdzieś w ogrodzie. Wszystko zakopywali. Nawet ozdobne talerzyki deserowe. Bo myśleli, że wrócą.
Tutaj ludzie też myśleli, że wrócą do siebie i nie chcieli wykupywać ziemi, ani domów, aż do lat 90-tych, bo nie chcieli poniemieckiego. Jak komuś się dom walił, to szedł do następnego, aby nie remontować na marne”.

38

22_2015

„ – Proszę, możecie fotografować, ja jestem żywy pomnik akcji Wisła – śmieje się gospodyni.
Zrobiłam jej portret z rodziną, a ona wyniosła z domu oprawione i powiększone zdjęcie klasowe.
– Nauczycielka mi wpoiła dbałość. Że może być wszystko skromne, ale czyste i zacerowane. I że człowieka należy oceniać po czynach, a nie wedle pochodzenia. To jestem ja. Tuż po wojnie, w szkole były dzieci polskie, niemiecki i ukraińskie. I nikomu to nie przeszkadzało.
O, to ja jestem tutaj”.

44

24_2015

„I niech sobie Niemcy skaczą, my mamy papiery, że to nasze. Ci, co z Suwałk tu przyjechali, albo z centralnej Polski, to się mogą bać, bo oni żadnych papierów nie mają. A my, z akcji, to chociaż tyle dobrego mamy, że to państwo organizowało przesiedlenie i papiery są. A papier taki to najlepszy dowód, lepszy nawet niż ta pani fotografia.

56

30_2015

„Ludzie udają, że nie widzą. Nie chce im się o to dbać, bo to nie ich. Niszczą, nie konserwują, bo i nie mają za co. Dużo w nich złości, że mieszkają w jednym z najbiedniejszych regionów Polski.
To książka medyczna, znalazłem ją na strychu domu, w którym przed wojną mieszkał lekarz. Ma pewnie ze 150 lat. Przecież nie spalę, nie wyrzucę. Trzymam to wszystko, nie wiem po co, ale trzeba”.

60

32_2015

„Przecież tu nikt nie jest stąd. Ja sobie nie wyobrażam, aby mnie do domu mojego ojca ktoś miał nie wpuścić. Ale mojego domu nie ma, a te stoją. Więc oni tutaj przyjeżdżają od lat, teraz mniej, bo już umierają. Przyjeżdżają, robią zdjęcia na pamiątkę, płaczą, a przez tłumacza opowiadają co gdzie było. To przecież ludzie tacy, jak my, w jednego Boga wierzymy”.

57

31_2015

Pod granicą z Rosją spotykałam ludzi, którzy urodzili się w Bieszczadach, w Beskidzie Niskim. W Tworylnym, Jaworniku, Duszatynie.
„Ja jestem Łemko. U nas całe wsie były łemkowskie”. Pamiętają z nich klepiska, strzechy, piece, żarna, łapcie, koszule z konopi, wesela, nazwy strumieni i najbliższych miasteczek.
„Takich wiosek to już nie masz. Kto by wtedy pomyślał, że lodówka będzie w domu? Albo telefon? Tam teraz wszystko zarośnięte, nic nie ma. Minęło, poszło, a co będzie, to nie wiadomo”.
Byłam w Tworylnym dwa lata temu i miałam przy sobie zdjęcia z tej wyprawy. Chciałam je pokazać, ale nie chciał oglądać, przeklął tylko coś pod nosem. Potem jego żona powiedziała mi, że był w Tworylnym kilkanaście lat temu. Zobaczył miejsce po swoim rodzinnym domu. W piwnicy znalazł zardzewiałą podkowę i wziął ją ze sobą. I powiedział, że nigdy nie wybaczy.

80

41_2015

„To już po ślubie, wesele było i zrobili zdjęcie dla nas.  To było w 1948 roku, już mało kto żyje. My ślub brali na zachodzie, w Giżycku. Wyjechaliśmy na roboty, żeby coś zarobić. I my się zakochali. Znaleźli cerkiew i batiuszku, a w majątku rządca zrobił nam wesele. Jeszcze się świece nie dopaliły, a mąż powiózł do moich rodziców obrączki, aby wiedzieli, że my ślub wzięli.
Dwa lata tam byłam. Brali na zachód, kto chciał, to jechał. Chciałam pieniędzy zarobić, jakoś się ubrać, a tu po wojnie nic nie było. A tam po miesiącu miałam sukienkę, pantofle – jak jakaś pani. Cała młodzież tam była wtedy”.

20

9_2015

Sołtys ma wykrywacz metali i chodzi z nim po lesie. Wierzy, że gdzieś są skarby zakopane przez Niemców. „Ale więcej wam nie powiem, tutaj niejeden skarbu szuka. Wystarczy spojrzeć jakie oni mieli rzeczy na co dzień – srebrne widelce, szczypce do cukru – aby wiedzieć, że byli bogaci. Tu pięknie musiało być za Niemca. Fotografie ze sobą zabrali. Wychodzą teraz u nich czasopisma o Prusach Wschodnich, to czasami tam coś publikują. I w Internecie można znaleźć – są zdjęcia naszej wsi, jest kościół, szkoła”.

16

7_2015

Hanka ma 8 lat, zna się na truskawkach i prowadzi nas tam, gdzie rosną najlepsze.
„Deserowe są takie, aby ładnie wyglądały. Ale wcale nie są smaczne. Wcale nie wszystko, co ładnie wygląda jest dobre”.
Hanka zna ceny w skupie, upomina innych, aby nie deptali zboża i wie, kto ma czym obsiane pole. Chce zostać tutaj, na wsi, albo śpiewać. Podobno Cyganie chcieli ją wymienić za piłę motorową, ale ojciec ich pogonił.

14

6_2015

„To nie Mazury, to nie Warmia, ani Prusy. U nas się mówi, że to Passatowo”.

Stary Volkswagen Passat ma fabryczny bak o pojemności 100 litrów. Paliwo zatankowane, plus dziesięć litrów w kanistrze, można legalnie wwieść na teren Polski. Jeśli auto jest na gaz i nie spala benzyny w drodze powrotnej to biorąc pod uwagę ceny na „metach”, jedno tankowanie daje ok. 200 zł zysku.
(Sprzedaż jest, rzecz jasna, nielegalna).

7

1_2015

Przyjechali tu z Hrebennego. Tam wszystko zostawili, a tu wszystko było. Było boisko sportowe z amfiteatrem, kościół, szkoła, poczta, piekarnia, policja, zadbane aleje. W domach były łazienki z wannami, elektryczność i wygodne łóżka. (W niektórych leżeli jeszcze starzy ludzie, którzy nie mieli sił, aby uciekać).
Co roku przyjeżdża tu autokar Niemców. Każdy idzie do swojego dawnego domu rodzinnego, w odwiedziny do obecnych gospodarzy.
„Nasz Helmut, to ma już po osiemdziesiątce, nie? To zdjęcie, co pani zrobiła, to wyślemy mu może?”

28

25_2014

„Młodej Niemce Rusek tutaj zrobił dziecko i jak potem uciekała, to wiedziała, że ono nie przeżyje. Zostawiła je tutaj takiemu jednemu kawalerowi staremu i on tę dziewczynkę wychował. Piękna panna z niej wyrosła i bardzo mu się przydała, opiekowała na starość, a potem wszystko odziedziczyła.
Pani, nasze matki to twarze sobie brudziły, włosami zakrywały, żeby tylko się nie spodobać! Ale im było wszystko jedno, oni by i na krowę wleźli, bo i sami byli jak bydło. Ale kobiety nie mówiły, bo i co miały mówić?”.

25

23_2014

„Ale na obiad to zostaniesz, co? A potem pójdziemy na cmentarz”.
Mieszkają w szeregowych domkach dla niemieckich parobków, którzy pracowali we dworze, potem był tu PGR.
„Jak dzieciakiem byłem, to Niemcy przyjeżdżali, robili zdjęcia. Jak się mówiło guten Tag, albo danke, to dawali po pięć marek”.
Sam pochodzi z białostockiego. Jego rodzice mieszkali w Łapiczach, obok Krynek. Ostatni raz był tam 20 lat temu. Ja byłam tam z Zakładem w 2012 – opowiedziałam mu więc, jak teraz Łapicze wyglądają, kto mieszka, co słychać. „Myślałem, że tam już wszyscy powymierali”.

AGA_4287

22_2014

Idziemy na cmentarz starą lipową aleją. Mijamy zarośnięty staw, który kiedyś był ponoć piękny, z piaszczystą plażą i czystą wodą. Na cmentarzu Jurek pokazuje, gdzie była brama i jak krzyżowały się aleje. W gąszczu drzew oglądamy pięć widocznych nagrobków z krzyżami. „Więcej było. Ja tu na grzyby chodzę i widzę. Łobuzeria to rozkrada, na kawałki tną i na złom. Ciekawe, czy nasze groby na Kresach też tak porozwalane”.
Wiesia pokazuje mi roślinę, która porasta cały teren cmentarza:
– To berlinka. Jest nawet zimą zielona. Nakop sobie z korzeniami, będziesz miała.
– Berlinka? A nie barwinek?
– Nie, tu mówi się berlinka. Może dlatego, że na niemieckich cmentarzach tego pełno.

AGA_4124

20_2014

Na rowerach podjechali Ania, Dominika i Tomek. Mieli wakacje, trochę im się nudziło, chcieli zdjęcia i chcieli pogadać. Zanim jednak cokolwiek się wydarzyło, babcia krzyknęła zza płotu, że „nie wolno dzieci kamerować, bo potem w telewizji mówią, że w PGR-ach bieda”.
Poszliśmy razem do rodziców zapytać o zgodę. Długi budynek, kilka mieszkań ze wspólnym podwórkiem i ogródkiem. Gołębniki, garaże, szopki, sławojki. Poznaliśmy mamę, drugą babcię, brata. Zrobiłam zdjęcia z psem, z rowerem, w ogrodzie, przed domem. Dostałam koperek. Dzieci odprowadziły nas do samochodu: „Tu jest zakład, w tym magazynie jeszcze wszystko działa, mój tata tu pracuje przy paszach. Tu jest świetlica z bilardem, sami sobie bierzemy klucz, jak chcemy. Tu powiesił się tata naszego kolegi. A tu mamy huśtawkę”.

20 - Kopia

18_2014

Zahamowałam, gdy zobaczyłam szyld zakładu fotograficznego. Wewnątrz budynku szerokie, skrzypiące, drewniane schody. Zakładu nie ma od roku, działał tylko przez chwilę. Na piętrze mieszka jedna pani – „Bronisława – takie zacofane imię! Teraz nikt już dzieci tak nie chrzci”.Posadziła nas w kuchni, sama usiadła na taborecie, poczęstowała kawą i drożdżowymi bułkami. „Rodzice tu spod Suwałk przyjechali. Nas była czwórka małych dzieci, ojciec wsadził nas wszystkich do wielkiej drewnianej beczki po kapuście, beczkę na wóz i tak tu przyjechaliśmy. Ach, lalko, tu wszystko było – w jednym domu na stole zostały talerze z zupą, tak Niemcy uciekali. Mama bała się, że wrócą i nie chciała mieszkać w miasteczku, tylko w lesie, na uboczu. Zdjęć nie mam, tu fotografa nie było. Teraz tylko ten szyld wisi”.

18

17_2014

„W zboże uciekłem, jak wojsko przyszło, nie chciałem iść. Ale to lato było, pić się chciało, a tam z domów wyganiają, wszystkich do zagrody zapędzają. Polskie wojsko, a jak! Przecież nie moskalskie. A we wsi było 400 numerów, w każdym domu po kilkanaście ludzi. I nas wszystkich, proszę pani, do pociągu. Aż dwa parowozy musiały ciągnąć, bo tak było ciężko jechać. Miesiąc tak jechaliśmy. Aż pociąg stanął, wszyscy się rozbiegli, gdzie kto chciał, i każdy wziął to, co było.
I myśmy wzięli ten dom i tu już zostali”.

17

16_2014

Pomogłam Andrzejowi odpalić ciągnik w środku lasu. Jest pilarzem. Jego rodzice zostali tu przesiedleni podczas akcji „Wisła” w 1947 roku. Andrzej zna wszystkich w okolicy, dużo czyta, dużo wie i ma swoje zdanie. „Co chcecie wiedzieć? Ciągnik odpalił, to ja wam wszystko opowiem”. I opowiedział.
O tanzbudzie, która stała nad jeziorem i przez 300 lat prowadziła ją jedna rodzina. O tym, że Niemcy potrafili gospodarzyć, ale mieli też czas na zabawę i dbanie o to, co wspólne – aleje drzewne sadzili, bagna meliorowali. O fundamentach i cmentarzach w lesie. O masowych grobach znajdowanych przez przypadek podczas stawiania słupów telefonicznych. O kwitnących na wiosnę w środku lasu bzach i o słodkich, jesiennych jabłkach (próbował je szczepić na swoich jabłoniach, ale się nie dały). O Niemcach, którzy przyjeżdżali wykopywać skarby zakopane między dębami, pod kamieniami, pięć kroków od progu domu. O tych nielicznych mieszkańcach, którzy wrócili po wojnie. O tym, że na jego rozum to wszystko jedno, czy ktoś Polak, Ukrainiec, czy Niemiec – ma być dobrym człowiekiem, i tyle.

14

13_2014

„Lipy w tym roku nie zakwitły. Pierwszy raz, tak jeszcze nie było. Te lipy wzdłuż drogi to sadzili Niemcy. Bieda będzie, a nie miód. Niemieckie domy stały o tam, o, gdzie te kępy drzew na polach. To, co nie zostało zajęte, zostało rozebrane na cegły i koleją zwiezione na odbudowę Warszawy. A w tych domach, co zostały, to wszystko było, jakby ktoś właśnie wyszedł. Tak ludzi tu mówili. Myśmy przyszli w 1949 roku i już nic nie było, gołe ściany, a w piwnicy dwa słoiki z rabarbarem stały w kącie. Nie mamy zdjęć, bo kto wtedy miał aparat, kto myślał wtedy o tym. Potem, jak Niemcy przyjeżdżali, to robili zdjęcia. Ja się nie dziwię, że oni chcą przyjeżdżać i że im przykro na to patrzeć. Przecież każdemu, gdyby go tak wygnali, byłoby tęskno za rodzinnymi stronami. A to normalni ludzie są. Ta nasza Niemka to nam paczki przysyłała w latach 90., wtedy to były skarby tutaj”.

23

10_2014

„Tu wszystko poniemieckie. Kiedyś tu był majątek duży, teraz tylko czworaki zostały zamienione na komunałki. Pani zobaczy, tu jeszcze gruzy po domu widać, on jeszcze stał jakieś 20 lat temu,
ale w zupełnej ruinie. Kiedyś tu, bo ja wiem, za Gierka jakoś, a może już później, przyjechało auto na niemieckich numerach. Ruina jeszcze stała. I wysiadło takie małżeństwo, nic po polsku nie gadali, ale ja coś tam po niemiecku rozumiem. Obejrzeć chcieli. A na tylnym siedzeniu siedziała taka siwa staruszka i nawet nie wyszła z tego auta, tylko siedziała i płakała. Pokręcili się, zdjęcia zrobili i dachówkę chcieli kupić, na pamiątkę. Przecież bronić nie będę, a wtedy zagraniczny pieniądz to było coś. To sobie wzięli i pojechali, i nigdy więcej ich nie widziałem”.